Wydawało mi się, że mnie nie boli, że po prostu czuję. To dotyka, więc jest reakcja. W okolicy rozchodziły się promienie jak orbity na wodzie. Ale potem narastała we mnie złość i poczucie wtargnięcia i zagarnięcia przestrzeni, do których wstęp jest wzbroniony. Ponoszenia kosztu za czyjąś przyjemność. Gdyby to chociaż był ktoś bliski. Mógłby być bliski. Nigdy nie nabyłby pewnych praw.
Dziś znów się to stało. On przyszedł, doszedł i zabolało. Nic nie powiedziałam. Zasnął. Ja też na chwilę. Obudziłam się gwałtownie w poczuciu pulsującego, rozlewającego się na całą nogę, bólu. Ćmiło. Nie przestawało. A on spał. Poszłam do barku zrobić sobie wódki z tonikiem i z lodem. Pierwszym łykiem popiłam garść tabletek. Ból zaraz ustanie. Następnie zamknęłam drzwi do sypialni i poszłam zrobić sobie kąpiel. Czułam się brudna i klejąca. Potargana, poodciskana, niewygodna. Trzeba było umyć to ubranie, wyszorować. Odkręciłam kurki. W piecyku gazowym wybuchły migające niebieskie szeregi. Zatkałam odpływ. Odgłos strumienia zmieniał się stopniowo wraz z wypełnianiem się wanny. Matowiał i hamował rozmach. Rozebrałam się, bo od piecyka w małej łazience zrobiło się bardzo ciepło. Podeszłam do lustra, zbliżyłam twarz. Na czole byłam zmarszczona. „To od bólu“ – pomyślałam. Zaczęłam rozciągać napiętą skórę palcami. Wyglądałam na zmęczoną. Wyglądałam staro. Tak się czułam. I usta miałam zwarte, jakby w skupieniu. Wodą napełniłam pół wanny, pomyślałam, że pomoże i na twarz. Włożyłam jedną stopę, przerzuciłam na nią ciężar ciała, włożyłam następną. Gorąca.
Położyłam się w ukropie i podniosłam poziom wody do brzegów wanny. Na kilka minut temperatura otaczającej cieczy stała się jedynym odczuwalnym stymulantem. Poczułam jak mięśnie twarzy rozluźniają się. Jakby omdlewały; czoło, policzki oraz usta. Wkrótce przyzwyczaiłam się do gorąca. Woda zaczęła wytrącać kolejne półstopnie na skali C. Ból stopniowo powracał. Odruchowo położyłam dłoń na wewnętrznej stronie uda. Dlaczego to pomaga? To wcale nie pomaga. To nie pomaga.
Trzeba poleżeć. On się nie budzi. Nie słyszy wodospadów, fal, bo nie ruszam się. Wcale nie mógłby być bliski. Ale nabył pewne prawa, gdy został dopuszczony do świata wątpliwości. On nic nie wie. Nigdy bym mu nie powiedziała, że mnie bolało. Gdyby się dowiedział miałby wyrzuty sumienia. A tak nie wie, nie dowie się, mam nad nim przewagę. Satysfakcję, władzę. Woda już nie jest taka gorąca. Lewe ucho przewodzi dźwięki z dolnego piętra. Ktoś spuszcza tam wodę. Tu nad powierzchnią wody słychać tylko powoli sukcesywnie pękające bąbelki piany. Pyk, pyk. Pyk. Zamykam szczelnie oczy i zanurzam całą głowę. Otwieram szeroko usta i robię głęboki wdech.
18.6.11
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Ciekawe, ile tym razem każesz nam czekać - rok, półtora, dwa? Wpadam tu co kilka tygodni, czytam te same teksty od początku - i coraz bardziej Cię kocham. To dziwne uczucie wyrasta gdzieś z moich trzewi, nie ma nic wspólnego z pożądaniem, seksualnością. Nie onanizuję się czytając Twoje teksty. Po prosu wiem, gdy mój wzrok biegnie poprzez Twoje litery, że Cię kocham. Możesz być taka jak piszesz, czy jak uważasz, że jesteś - wspaniała, piękna, wyniosła. A może to tylko jedno z Twoich wcieleń, a naprawdę jest zakompleksioną, pryszczatą, grubą dziewczyną z laptopem na kolanach i marzeniami o lepszej przyszłości. Nieważne. Kocham Twoje myśli, Twoje słowa - kocham Ciebie, bo to właśnie te słowa i te myśli konstytuują Ciebie, nie mięso i krew, nie fizyczność.
Nie no, Bukovska, niedługo wielbiciele zaczną sobie podcinać wirtualne żyły na twoim blogu. Gratuluję. W każdym razie mogłabyś coś skrobnąć z biglem, jak zwykle, bo w polskiej blogosferze (co za chujowe słowo) nie ma już co czytać, a twoje brednie były przynajmniej ożywcze. Rocznica minęła, czas rzucić trochę mięsa dla głodnych...
W dodatku, że nie można tego wszystkiego tak zakończyć. To nie będzie dobre zakończenie, co gorsza, to nawet nie będzie złe zakończenie, to będzie coś nieokreślonego, nijakiego. Brakuje wykańczającego pierdolnięcia i po tym wszystkim możesz sobie iść ssać te wszystkie międzynarodowe chuje, oddawać się transgranicznym perwersjom, itd., itp.
Mylisz się, to jest dobre zakończenie, a nam, wybaczcie, że użyję tego nadętego słowa - czytelnikom, pozostaje się jedynie łudzić, że to nie koniec. Szkoda. Kobieta ma talent i pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze coś, kiedyś, niekoniecznie tu - napisze.
Prześlij komentarz