4.7.09

zaraźliwy

Nie ma czegoś takiego jak HIV.

Pierre, bardzo uzdolniony, starał się być "poważny" i zazwyczaj kochaliśmy się w gumce, ale raz rano, w zamułce, w półśnie, spoceni w kiblu na korytarzu hotelowym, nogami sobie pomagałam stojąc na ścianach, żeby jeszcze bardziej go czuć i nie doszedł we mnie, bo na tyle był przytomny, ale gumki nie było.

Thomowi tylko obciągnęłam, bo bał się ze mną pójść do łóżka. Myślał, że jak to zrobimy to będę chciała zostać jakąś jego narzeczoną. Do tej pory się śmieję.

Robert, były mąż, który czasem mnie ODWIEDZA, nigdy nie robi tego w OSŁONCE.

Philippe, pojebany Head Chef restauracji w Paryżu, który umawia się z dostawcami na wyższe ceny na fakturach i różnicę wkłada sobie do kieszeni, gumek z zasady nie używa. Wystarczająco wkurwia go już to, że musi w pracy nosić lateksowe rękawiczki, gdy obrabia nie moje mięso.

Amerykanin, który przelatywał przez Czechy, tak samo jak ja. Dziewczyna w Izraelu. Karolinka w Pradze. Seks bez zabezpieczenia. Stosunek urywany. Bardzo egzaltowany. Holywoodzka produkcja w praktyce.

O Ojcu Synu i Duchu Świętym nie będę się powtarzać.

Ani o Przedostatnim Polaku.

Kolega z Pracy też niekoniecznie się zabezpieczył, gdy mnie wreszcie posunął po złożeniu wypowiedzenia. Teraz chce wrócić do Firmy.

Jean przyzwyczajony był do tego, że w zachowującym wierność związku małżeńskim o zabezpieczenia martwić się nie trzeba, więc mu się ta postawa na mnie też ULAŁA choć zupełnie bezzasadnie. Jak można tak lekko traktować te sprawy, gdy się ze MNĄ zadawać? Czy to nie głupie trochę? Mi ufać? Mieć nadzieję, że nic mu nie przekażę. Jean był jednak trochę skrzywiony tym swoim jedynym i z deka przydługim małżeństwem. Nie miał pojęcia o innych
scenariuszach.

Simon dochodził we mnie notorycznie. Miałam wtedy fazę na sporty ekstremalne, więc to się tak jakoś dopasowało. "Patrz Pan. Czerwone na białym. Jak się się sprawdza. Ale biały pudel na śniegu - to też się sprawdza". Wspinałam się po skałkach bez saportu, skakałam ze spadochronem i byłam totalnie wtedy uzależniona od adrenaliny. Simon też lubił ocierać się o krawędź, więc nie miał oporów przed najprzyjemniejszym dla facetów aspektem spółkowania.

I wciąż się nie zaraziłam.

Nie ma czegoś takiego jak HIV.

Brak komentarzy: