Każda z nas, zepsutych lasek, staje czasami przed tym ważkim problemem: jak pozbyć się namolnego, albo, co gorsza, zakochanego faceta. Dobrze wiemy, jak bardzo potrafią oni być upierdliwi. Poza tym z ogonem w postaci złamanego męskiego serca ciężko gdziekolwiek bywać, nie mówiąc o podrywaniu następnych. Jako osoba uczynna i bezinteresowna przygotowałam zatem krótki poradnik pt „Jak pozbyć się faceta w weekend?”, w którym przedstawiam podstawowe zagrania.
1. Wyprowadzka do innego miasta, a najlepiej kraju. Jeśli masz możliwość, jest to sposób najprostszy z możliwych. Znikasz, przepadasz, nie zostawiasz żadnych namiarów. To niemożliwe, jeśli macie wielu wspólnych przyjaciół, ale chyba jesteś już dużą dziewczynką i wiesz, że najlepiej spotykać się z mężczyznami spoza swojego kręgu. Facet zostaje ze wspaniałymi wspomnieniami i nie wie nawet, gdzie cię szukać. Tak zrobiłam z moim polskim kochankiem, czy, jak sam lubił się nazywać, narzeczonym. Byliśmy ze sobą aż rok. To dużo za dużo. Wkręciłam się wtedy w tę całą romantyczną jazdę: kolacje w knajpach, śniadanie do łóżka, oglądanie filmów pod kołdrą. Poza tym stali kochankowie maja tę zaletę, że wiedzą, co lubisz. Ja na przykład lubię szybkie numerki w miejscach publicznych. Ten potrafił wejść mi do przebieralni w sklepie z bielizną, odwrócić mnie do ściany i przelecieć w pięć minut. Bomba. Ale po roku przestało mnie bawić ukrywanie przed nim innych kochanków, budzenie się i zasypianie obok ciągle tego samego (choć całkiem przyjemnie zbudowanego) męskiego ciała. Postanowiłam spierdolić. Nic mu nie mówiąc, zaczęłam w firmie nagrywać zagraniczny kontrakt. Trwało to jakiś miesiąc. Tak się szczęśliwie złożyło, że akurat w ten weekend, kiedy miałam samolot do Danii, on jechał na ślub brata do innego miasta. Miał wrócić w poniedziałek, ja miałam samolot w niedzielę. W piątek, jak tylko wyszedł, zaczęłam się pakować. Nie zostawiłam kartki, listu, numeru telefonu, nic. Wiem, że próbował mnie szukać, ale zabezpieczyłam wcześniej wszystkie ślady, a w firmie zabroniłam udzielać jakichkolwiek informacji o mnie osobom z zewnątrz. I tyle. Simple as fuck.
2. Jeśli nie możesz się wyprowadzić, albo po prostu nie masz na to ochoty, pozostaje zerwanie kontaktu. Tu w sukurs (sic!) przychodzi nam technologia. Współczesne programy komputerowe i gadżety potrafią bardzo ułatwić życie. Po pierwsze, wchodzimy do swojego filtra antyspamowego i ustawiamy jego maila jako nadawcę spamu. Tym sposobem cała korespondencja będzie lądować w koszu, a ty nie będziesz musiała zawracać sobie tym głowy. Poza tym bezpiecznie jest skasować wszystkie maile z przeszłości, jeśli kiedyś po pijaku naszłaby cię chęć odnowienia kontaktu. Nie muszę chyba dodawać, że odgrzewane kotlety są słabe i nigdy nic dobrego z nich nie wynika. Po drugie w komórce, tak jak kiedyś ustawiłaś sobie swoją ulubioną piosenkę na dzwonek połączeń przychodzących od NIEGO, tak teraz wejdź z powrotem w ustawienia i nagraj ciszę. Tak, żeby twój telefon milczał, kiedy będzie dzwonił. Jeśli używasz poczty głosowej, będziesz niestety musiała kasować jego wiadomości ręcznie, bo żaden operator nie wpadł jeszcze na to, żeby wprowadzić usługę nie przyjmowania wiadomości głosowych z określonych numerów.
Program mailowy i komórka – to powinno wystarczyć. Po sprawie.
3. Wyższa szkoła jazdy: poderwij jego najlepszego przyjaciela. Nie tylko rozwalasz swoją relację z nim, ale też ich przyjaźń. Masz za to dodatkowe punkty i będziesz się smażyć w piekle razem ze mną.
Jeśli rzeczywiście są przyjaciółmi, a zwłaszcza takimi od podstawówki albo liceum, może być ciężko. Ale potraktuj to jak wyzwanie. Najprostsza metoda, to zadzwonić do tego przyjaciela z tekstem, że jesteś ostatnio zaniepokojona zachowaniem swojego faceta. Wymyśl coś, że pije więcej niż zwykle, albo strasznie dużo pracuje. Cokolwiek. To i tak tylko pretekst. Oczywiście aby omówić sprawę, musicie się spotkać. Na kawie z zatroskaną miną opowiadasz o tym, jak on źle ostatnio wygląda, jak przygasł, nie chce iść do lekarza, a przecież na pewno – widzisz to – coś jest z nim nie tak. Jeśli okoliczności pozwalają, możesz się nawet popłakać (uwaga tylko na makijaż, nie chcesz wyglądać jak topielec z czarnymi liniami od tuszu na policzkach). To przełamie dystans fizyczny, on będzie musiał przytulić zapłakaną dziewczynę przyjaciela. Punkt dla ciebie. Ale uwaga, na pierwszym spotkaniu nic więcej, żadnych pocałunków. Na razie zawiązujecie koalicję pod hasłem jak-pomóc-przyjacielowi-bo-dzieje-się-z-nim-coś-złego. Oczywiście musicie pozostać w kontakcie. Na następnym mitingu waszego małego zespołu bądź przygaszona, nieobecna i zagubiona. Aż tak się martwisz sytuacją. Jeśli znowu cię przytuli – zajrzyj mu w oczy. Powinien chcieć cię wtedy pocałować – nie pozwól mu. Jeszcze nie. Na trzecie spotkanie załóż swoją najlepszą bieliznę, bo jeśli jesteś w tym tak dobra jak ja – na bank wylądujecie w łóżku. To będzie dziki seks. Zakazany. Przyjaciel twojego chłopaka powinien być dla ciebie jak brat, a ty dla niego jak siostra. Złamiecie tabu. Nie będziecie się mogli powstrzymać. Jeśli jest dobry w te klocki, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście kontynuowali swoje schadzki. Jeśli nie – możesz go olać. On i tak będzie miał koszmarne poczucie winy. I teraz ostatnia kwestia: czy będzie chciał okłamać swojego przyjaciela, a twojego chłopaka, i nic mu nie powiedzieć, czy też powodowany skruchą przyzna się do tego, że przeleciał mu dziewczynę. Sama się zorientujesz. Prawie na pewno twój facet będzie chciał cię zostawić. A jeśli to jeden z tych zakochanych desperatów, którzy chcą z tobą być „mimo wszystko” - odejść możesz ty, mówiąc, że już nigdy nie będziesz mu mogła spojrzeć w oczy po tym, co się stało.
4. Jeśli jest żonaty, sprawa jest prosta. Powiedz mu, że zadzwonisz do jego żony. Nawet jeśli, o zgrozo, chce się dla ciebie rozwieść, na pewno nie chce, żeby jego życiowa partnerka wiedziała, że ma na boku dupę. Po pierwsze, na sprawie rozwodowej ma wtedy orzeczenie winy jak w banku. Po drugie, oni są zaskakująco lojalni w stosunku do swoich ślubnych, nawet jeśli posuwają inne laski. Jeśli ma dzieci, tym bardziej nie będzie chciał, żeby rodzina wiedziała, że ma kochankę. Dlatego, nawiasem mówiąc, tak lubię spotykać się z żonatymi: bo tak łatwo jest ich później spławić.
5. Spraw, żeby sam cię chciał zostawić. Jeśli łączy was seks – stań się oziębła albo kiepska w łóżku. Jeśli rozmawiacie o ideałach, wartościach, globalizacji i systemie opresji w krajach totalitarnych – zamień się w próżną i cyniczną królewnę. Jeśli łączy was sztuka – przestań czytać książki, chodzić na wystawy, stań się totalną ignorantką, której imię Leonardo kojarzy się tylko z Di Caprio. Żeby nie mógł z tobą zamienić zdania na poziomie. Tylko uważaj, żeby twoja zmiana nie stała się czymś pociągającym. Zdziwiłabyś się, jakimi przymiotami ciała i ducha facet potrafi się zafascynować w kobiecie. Dlatego musisz mieć pewność, że to, jak się zmienisz, wpłynie negatywnie na jakość waszej WIĘZI. Nie będziecie mieli ze sobą nic wspólnego.
Słyszałam kiedyś taką piosenkę „50 ways to leave your lover”. Spodobał mi się tytuł, reszta jest nieważna, bo jej nie zapamiętałam. Tych sposobów jest na pewno więcej niż pięćdziesiąt, wszystko zależy od twojej wyobraźni. Poza tym wiadomo, że każda sytuacja jest inna: czasem on jest młody i jesteś jego pierwszą miłością, czasem dojrzały, i jesteś miłością jego życia, czasem ma żonę i chce się dla ciebie rozwieść, czasem ma z tobą najlepszy na świecie seks, którego nie doświadczył nawet z profesjonalistką, itepe. Te wszystkie uwarunkowania należy uwzględnić przy wyborze metody. Kopirajtów nie zastrzegam, bierzcie i jedzcie z tego wszystkie. Te proste metody możecie ze sobą mieszać i modyfikować. Jak mówi mądrość ludowa: sky is the limit.
16.1.08
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz