Norah Jones doigrała się w filmie. Wielki temat (miłość), gały, usta i Jude Law. Swoją drogą czy ów Apollo dostanie kiedyś rolę w dobrym filmie, czy też jest do tego za ładny?
Kar Wai Wong lubi aktorki o krowich oczętorzęsach oraz wydatnym ustowieniu. Trudno tego nie zauważyć w My blueberry nights, gdzie kobieca wyrazistość efektywnie dogania trendseterskie środowiska modowych planów zdjęciowych. Ja natomiast lubię porządek, więc alfabetycznie.
Alkoholiczka (Rachel Weisz) - kobieta upadła, której nie przeszkadza na twarz porytą bólem kosmyk włosów ciągle i uparcie w każdej scenie opadający. W ten zawiły, ale doskonale przemawiający do wyobraźni sposób, Wang kreuje szczególną metaforę. Symbol zagubienia bohaterki, jej winę i ból. Tak, ból wyrzutów sumienia, bo, zdradzę nieprofesjonalnie, to właśnie ona jest przyczyną nałogu i śmierci byłego męża.
Hazardzistka (Natalie Portman) - cyckiem dziewczyna nie grzeszyła, ale zarobki z "Gwiezdnych wojen" i "V jak Vendetta" pozwoliły w tej materii dokonać plastycznych i skutecznych zmian, widocznych po raz pierwszy w My blueberry nights. Najważniejsze jednakowoż, że są ponętne usta podkręcone południowym akcentem oraz bajeranckie okulary, fajne duże kolczyki, koraliki, sukienki kolorowe, funky torby i w ogóle fajnie, że gdyby się nie było recenzentem filmowym to chciałoby się być taką odlotową żyjącą na krawędzi laską. Wprawdzie okazuje się, że ponosi się za to wysoką cenę i ojciec umiera i jest w ogóle dramat, ale wiadomo, że wywrotowy styl życia ujść płazem nie ujdzie, a sprawiedliwi zostaną nagrodzeni, a grzesznicy wieczne potępienie, i tak im dopomoż ojciec i syn i duch święty. Amen.
Zatroskana (Norah Jones) - w tym wszystkim ona. Niewinne naiwne dziecko chłonące od tych doświadczonych. Usiłuje zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość. Wyjeżdża z Nowego Jorku po złamaniu sobie serca, rusza w Stany, będzie dużo mrugać i patrzyć. Przed i po wyjeździe odbędzie parę wartkich akcji z Judem Law. W międzyczasie będzie do niego pisać listy.
Rosjanka (Cat Power aka Chan Marshall) - śliczna Katya zjawia się na chwilę odciągając uwagę od perypetii Zatroskanej (obie aktorki są pierwotnie piosenkarkami) i rozwala mozolnie budowaną przez twórców opinię widza, że w tym filmie wszyscy grają fatalnie.
Głębi i napięcia dodaje temu obrazowi dynamiczny montaż. Wong bawi się stylówkami, fonty, rozmazy, kadry z każdej szkoły kadrowania. Jest wszystko. Teledyskowość, retro, spikselowanie kamery przemysłowej, z góry, z dołu, z boku, z dupy. A więc nie tylko dobrze prowadzi aktorów i pisze oryginalne scenariusze. Na temacie takim jak "próba zrozumienia miłości poprzez podróż" łatwo się potknąć i poturbować. Wiadomo, pułapki klisz i nierównomiernego rozłożenia patosu versus humor. Wong jednak ma talent i Norę. Jej uroda wyraża wątpliwości i kwestionowanie, które tożsame jest z młodością. Jej twarz pełna jest napięcia, choć piosenkarka gra z tak minimalistyczną mimiką. Metoda ta uratowała niejedną nieprofesjonalną aktorkę pochodzenia muzycznego (patrz: Kasia Kowalska w "Nocnym Graffiti" z 1997 roku).
Podsumowując. Jude jak zwykle śliczny, Jones do nory niech się schowa, a Wong do woka i przykryje i niech ktoś podkręci kurek, aż się wygotuje (Johnny, light me a cigarette, would ya) lub wyparuje jak koszula w słynnej scenie farbowania w "Wojnie domowej".
27.1.08
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Ładnie.
Trafnie.
Prześlij komentarz