Nie ma jak mieszanka pożądania, wyrzutów sumienia i zgorzknienia. Nie tylko w celach dyktand ortograficznych. Perrego wzięło na mnie porządnie, nawet mocniej niż miałam w planach. Zaczęliśmy spotykać się po h&motelikach. U mnie to zbyt ryzykowne by było, jeszcze by Pani Jadzia spod szóstki okazać się miała siostrą cioteczną mamy żony Perrego i disaster gotowy. A ja hedonizm wyznaję sumiennie i naprawdę nie lubię nieprzyjemności. Było faktycznie wyjątkowo, bo pociągnęłam to chyba ze dwa miesiące aż. Bycie pierwszą zdradą od 14 lat to mimo wszystko wyróżnienie, więc mogło się to jakoś przełożyć motywacyjnie na moje zainteresowanie.
Jednakże gdy tylko zaczęłam zauważać pierwsze symptomy UCZUCIA zaczęło robić mi się niedobrze. Znaczy z jego strony to uczucie. Trzeba by to było jakoś uciąć, bo on jeszcze gotów rozwieść się i mi się oświadczyć, czy coś równie odpychającego. Albo nawet nie. Rozwiedzie się, przejdzie przez ten uroczy etap związku jakim jest owo rozerwanie duszącej więzi, a potem stwierdzi, że to był błąd i będzie mnie obwiniał za swoje decyzje, bo ona nie będzie go chciała z powrotem. Fuck that. Ja nie mam czasu na pierdoły, mówiłam już. No i inne aspekty, mniejsze. Czas spędzać każdy wolny razem, w pracy rozpraszacze, przyklejka po seksie. Brr. Ja nie jestem niewdzięczna. W łóżku było nam świetnie. Ale w pewnym momencie się nudzę, ile można z Perrym, kiedy jest jeszcze tyle małżeństw na świecie.
Na tym etapie romansu Wernisaż jest o kant dupy potłuc, ale Firma przydatna znów szalenie. Bo przesiedla często i konsekwentnie. Pakując swoją szpilkę w nieoraną glebę, jaką było ich 14-letnie klepisko musiałam z odpowiednią pompą potraktować jakże kiczowate nasze Rozstanie. Wybrałam dzień, który na pewno miał być dniem ulewnym. Wszyscy kochają deszcz. Rozczulają się, miękną, więcej znieść mogą. Szczególnie gdy jest stosunkowo ciepło i mokre palto nie wywoła zapalenia oskrzeli, czym poważnie ryzykuje się stosując postawę romantyczną w Ojczyźnie mej. Krople mają być onomatopeją dramatyzmu. Dowodem szacunku jaki "ja" mam dla tego romansu. Że ta zdrada nie była niczym tanim, nie jechała pustką zapełnioną jedynie pożądaniem. Że tam coś jeszcze, metafizyka, połączenie ponad podziałami, wyjątkowość. Innym się takie coś nie przydarza. Usprawiedliwienie w dzienniczku do oddania w mądre ręce pana.
Zacznę swój teatr w pracy a zakończę w Internecie. Przez dwa tygodnie będę ZGASZONA. Potem zaproszę go na kawę i zaleję się łzami, które będę łapczywie powstrzymywać - autentyzm. I powiem mu, że poinformowano mnie o kolejnej akcji i znów jadę. I dlatego mogłam być ostatnio NIESWOJA. Powiem mu to jakieś 10 dni przed odlotem, podczas których moja twarz będzie OSZPECONA SMUTKIEM. Te 10 dni to będzie dekada najlepszego seksu. Już mówiłam, ale powtórzę, bo wtedy zapamiętasz, a naprawdę warto, że im dłużej przetrzymany oraz im większa świadomość ograniczenia czasu znajomości tym większe zaangażowanie w seks. Namiętność, jaką mnie obdarzył.. i te cholernie dziwne sytuacje, które przyciągaliśmy podświadomie(?).
Wracamy z opery, podjeżdżamy tramwajem do parkingu, gdzie samochód zostawiony. W przednim taborze (względy bezpieczeństwa) jakiś bej (być może kierowały nim te same względy) wybiera nas z zajebanego szarą ludzką masą przedziału i jak u Lyncha jedzie nam jakimiś nietrzymającymi się kupy tajemniczymi zdaniami, ale obrazy wymowne, jakby nas znał.
Powrót z imprezy, mijanie na piechotę, w poszukiwaniu taksówki, pomnika nieznanego żołnierza, gdzie Perry, szalony przecież tylko do poziomu poprawności, wbiega na pomnik ciągnie mnie za sobą, opiera się o kolumnę, przyciąga mnie do siebie, znów całujemy się namiętnie mokro, jest w tym płynność i zajebista zmysłowość, ocieramy się o siebie jak koty, totalna zgodność rytmów, a potem oderwani od pomnika trafiamy na fontannę, do której dzieciaki musiały dodać w chuj ludwika, skoro pieni się a bąble wznoszą się cztery metry nad ziemią. Surreal.
Pigułki brane ze znajomymi, po których lądujemy u mnie we trójkę w łóżku. Jego przyjaciel właśnie mnie poznał i liczy na coś, ale dopiero mnie mu przedstawiono dziś i nie śmie mnie sobie tak od razu wziąć, więc postanawia po prostu spać, nawet mnie nie obejmując, więc ja na zupełnym legalu odwaracam się do Perrego, bo przecież jesteśmy dobrymi znajomymi, przyjaciółmi i dobijam go najbardziej hardkorowym kokietowaniem ever, wiedząc jak łatwo o dobicie po ekstasce, a nie możemy skonsumować, bo obok leży przyjaciel.
Wspólna wizyta u Jamesa. Perry, jego żona, jego przyjaciel i ja. Wszyscy myślą, że ja i jego przyjaciel.. Nie, nie wszyscy, tylko jego żona. Reszta wie o niepisanym związku ze mną, ale nie śmie nic powiedzieć.
No dobra, ale miało być nie o tym. Te dziesięć dni, dekada doskonałości. Aż do napiętego pożegnania na lotnisku i z głowy. Mojej. Koleś jeszcze do mnie pisuje z bożym internetowym namaszczeniem przebrzmiewającym mdlącym sentymentalizmem, a ja utrzymuję go w przekonaniu o wyjątkowości naszego wspólnego doświadczenia, trochę jednocześnie będąc zażenowaną jego naiwnością, ponieważ to jeden z mądrzejszych mężczyzn jakich znałam jednak.
11.12.07
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Musisz napisać książkę
Prześlij komentarz