7.11.07

ocean

Paul poszedł do Ocean wcześniej. Ja jeszcze przebrałam się kilka razy i posłuchałam na full muzyki elektronicznej, której nikt z moich obecnych współlokatorów nie docenia. Wyjątkowo zrobiłam sobie makijaż. Gdy przyszłam, siedział w piździe otoczony wianuszkiem nieznanych mi dzieci płci żeńskiej aspirujących do pozycji Kobieta. Luke i Steve stali natomiast przy barze wraz z tym wiecznie zdołowanym oraz z jakimś nieznanym mi postawnym kolesiem. Postanowiłam nie uderzać do Paula, żeby go nie przyduszać swoją obecnością, a tak naprawdę wykorzystać tę sytuację na przyjrzenie się z bliska Postawnemu. Mysz grasuje.

Ów, przysięgłabym, Michael Madsen, okazał się Irlandczykiem o imieniu Duncan. Gdy tylko dowiedział się, że jestem Polką, zapytał, ścinając mnie całą rozmazanym wzrokiem, czy nie znam jakiś dobrych hydraulików. Doceniłam ten performens. Poprzyglądał się jeszcze trochę, posłuchał i doszedłszy do wniosku, jaka to ja jestem zajebista laska, zapytał:
- To co jest na rzeczy między tobą a tym Francuzikiem? To twój chłopak?
Zdziwiła mnie jego dogłębna znajomość mojej sytuacji osobistej, więc pytająco spojrzałam na Luka, który się trochę zgasił speszony. Poczuł się chyba w obowiązku odpowiedzieć za mnie na to pytanie:
- Annie jest na to zbyt kosmopolityczna.
Skutecznie się podlizał. Pociągnęłam więc wątek bełkotem o wolności i tym jak koncepcja związku zakłada posiadanie się nawzajem dwójki ludzi, co z definicji nie jest możliwe, bo nikt nikogo posiadać nie może, więc nie, nie mam chłopaka.

Paul zobaczył mnie, pomachał, a potem idąc do kibla zagadnął.
- Pomalowałaś oczy.
- No tak, mówiłam ci, że miałam ochotę.
- Więc tak wyglądają twoje rzęsy.
Buc.

Gadamy z Duncanem o operacjach plastycznych, opowiadam mu o ohydnych przypadkach, z którymi spotkałam się na swojej ścieżce zawodowej, inteligentnie sprowadzając rozmowę na tematy cielesno-seksualne. On natychmiast to łyka i na przykład gapiąc się na moje cycki, mówi, że moje by nie potrzebowały żadnych poprawek. Doceniam jego subtelność, skromnie potwierdzam i macham widocznymi rzęsami.
Do baru przeciska się łysy wysoki Amerykanin w białej koszuli i okularach, taki trochę zmodyfikowany Kraftwerk. Duncan zagaduje go, za chwilę pojawia się jego hiszpańska laska, która za godzinę, totalnie najebana, będzie rzucać się na szyję zniesmaczonemu Lukowi, podczas gdy Kraftwerk stać będzie dwa metry obok niej z doskonałym na nią widokiem. Ale to nas nie interesuje za bardzo.

Krąg Paula i mój łączy się w zatłoczonym Ocean. Luke mówi martwiącemu się o swój powrót do domu Duncanowi, że nie ma mowy, żeby dziś wracał i to jeszcze samochodem, będzie spał u nas i już. OK, OK, to mi się podoba, nie muszę z niczym wychodzić, żeby z nim wyjść.

Zaczynam się trochę słaniać. Duncan rośnie mi w oczach, jest zajebiście prosty, ale za to wysoki, umięśniony, męski. Mam ochotę go zabrać i się za niego, mimo że Buc jest teraz na tapecie i nie chcemy przecież żadnych nieprzyjemności. Bezmyślnie wypijam kolejny po ostatnim kieliszek wina białego, oświadczam, że idę, on że ze mną, ja że OK i wychodzimy z Ocean.

Duncan bierze prysznic, bo po pracy jeszcze nie był w domu. Potem daję mu jeść, na wszelki wypadek, gdybym jednak zdecydowała się z nim przespać. To taki typ, co przez żołądek do żołędzi. Zaczyna się dopytywać o co tu w ogóle chodzi, gdzie kto śpi.
- No więc tam jest mój pokój, ale ostatnio śpi w nim Luke. Tam śpi Steve, a tu jest pokój nieobecnego teraz znajomego, który zajmuje Luke, ale w tej chwili ja tam sypiam z Paulem, bo tu można swobodnie uprawiać seks. A tu jest sofa, na której ty będziesz spał.
Nie wiem czy coś z tego zrozumiał, ale sugeruje, żebyśmy się bzyknęli zanim wróci Francuzik. Nawet mam ochotę, ale wizja bycia przyłapaną, ku zaskoczeniu publiczności, schładza mnie i proponuję rundkę łapek.

Po umyciu zębów całuję go w usta na dobranoc i na złość, a potem idę do siebie.

Dwie godziny później wracają napierdoleni Paul i Steve. Paul uwala się koło mnie i natychmiast odpada. Kolejne dwie godziny później budzi mnie stereo chrapanie dochodzące z sofy oraz zza moich pleców. Szturcham i gadam do Paula, ale ten jest zawieszony gdzieś w kosmosie. Zero kontaktu. Przeklinam całą jebaną płeć męską i siebie i modlę się o jakieś wydarzenie, które przerwie ten pierdolony koszmar.

Świta. Kontempluję swoją bezsenność wywołaną przez tych sadystów, gdy zaczynają docierać do mnie jakieś niezidentyfikowane dźwięki. Postanawiam podążyć za nimi, zlokalizować i zlikwidować. Nos prowadzi mnie do mojego własnego pokoju, w którym napierdala radio i w którym nie ma Luka, a byłam święcie przekonana, że jest i nie ma ucieczki przed chrapiącymi dziadami, chyba że uwalę się w wannie. Wyciągam z kontaktu wtyczkę radia i budzika jednocześnie, zakopuję się pod kołdrą w cudownej ciszy i przekonaniu, że tam na górze Jan Paweł odwala dla Polaków dobrą robotę.

Budzi mnie Duncan, który próbując kilku kluczy w celu wydostania się z mieszkania, złamał jeden w zamku i nie może wyjść. Rozwiązuję jego problem pokazując mu wyjście ewakuacyjne. Przez okno w kuchni. Wychodzące na studnię kamienicy. Trzeba tylko duży krok nad dwoma piętrami ciemnej przestrzeni i jest się na klatce. Facet jest zwinny, motywuje go samochód pozostawiony w dniu wczorajszym na płatnym parkingu, dziękuje za wczorajszy obiad i znika.

Wracam do łóżka. Zasypiam. Budzi mnie (kurwa mać) Paul i Steve, żeby mnie poinformować, że drzwi się nie otwierają. Really? Mówię:
- No tak, Irlandczyk musiał wyjść przez okno.
- Jaki Irlandczyk? - pyta Paul.
- No kolega Luka.
- Przez okno? Które tu jest piętro?
- Nie przez TO okno. Okno w kuchni nad studnią.

Paul przeprasza za chrapanie i zbiera mu się na żarty.
- A co ty jakiś kolesi sprowadzasz do domu?
- Przecież to kolega Luka. Wyświadczyłam mu tylko przysługę.
- Chyba zapominasz, że jesteś moją własnością i nie wolno ci.
Ha ha.

Steve dzwoni do Francis, która zaraz zjawia się pod TAMTYM oknem, gdzie zrzucamy jej klucze. Wchodzi do klatki od drugiej strony i ratuje nas przed zgniciem w zapomnieniu. Chłopaki się zluzowują, bo już się martwili, że nie zdążą na mecz do pubu. Wychodzą we trójkę, a ja mam wreszcie czas wysprzątać burdel, którego narobili. I koniecznie prysznic, bo nie wiem czy to swędzenie to od brudu, czy od jakiegoś zakażenia.

Luke dzwoni o szesnastej, że znów aresztowała go policja za prowadzenie samochodu po pijaku. Swoją drogą odebrał samochód dwa dni wcześniej. Pyta czy Duncan był grzeczny. Mówię, że tak, choć próbował nie być. Luke kręci głową okazując znastwo tematu i mówi:
- No tak.. on jest bardzo przewrażliwony na punkcie zdradzania swojej dziewczyny, wiesz, irlandzki Katol, a z drugiej strony palant sypia z prostytutkami bez prezerwatyw. Chcesz herbaty?
Och och chcesz i święć się imię twoje Wojtyło Karolu, jako i chronisz nas Polki przed syfami gorszych katolików, bądź wola twoja, amen.

Brak komentarzy: